W 2010 roku wg niektórych, koniec świata miał nastąpić 15 sierpnia, 10 listopada miała być III wojna światowa a 2 miesiące później (czyli w styczniu 2011) znów koniec świata – czy to ma ręce i nogi? Nie zatrzymując się idźmy jednak dalej. Następną datą wytyczoną na koniec świata był dzień 21.05.2011 roku a potem gdy jednak obudziliśmy się rano dnia Pańskiego z uradowaną miną że przed sobą mamy jeszcze jeden dzień pięknego majowego weekendu – niedzielę – okazało się że to znowu była lipa. Kolejną sądną datą miał być dzień 21 październik A.D. także 2011 i znów się rozczarowaliśmy. Potem jakoś to wszystko jakby ucichło, by teraz znów powrócić w dacie 21.12. tegoż pięknego acz kończącego się już roku 2012. Gdyby okazało się, że ta mina to także tylko atrapa, nie szukając daleko – bo także siedząc w wygodnym fotelu przy komputerku – znalazłam kolejną datę końca świata – rok 2060 którą określił jeszcze Isaak Newton za swojego ciekawego w teorię życia a gdyby okazało się że on też się pomylił, znalazłam jeszcze inną datę 21 marzec 4006 roku. Tu jednak koniec świata ma trwać dłużej bo aż do 1 listopada tego samego roku a więc w dzień polskiego święta zmarłych. Datę tą przedstawił niejako w zagadce Leonardo da Vinci w obrazie „ostatnia wieczerza”. Wgłębiając się bardziej w tą przepowiednię – tu bym bardziej drżała na wieść o końcu świata. Pamiętając o tym że w sądny dzień Bóg wskrzesi zmarłych, to pomyślałam że 1 listopada, jest dniem akurat do tego typu „imprez” stworzony – no ale to są tylko moje skromne dywagacje.
Zostawiając przyszłość wróćmy jednak do teraźniejszości a może raczej do przeszłości. W mojej pamięci, zapisała się gdzieś dziwnym trafem także data 01.01.2000 i nawet godzina 00:00 – data millenijna – przed którą także z pamięci wyciągam chaos i niepokój z nią związany. Ta data także okazała się na szczęście a może na nie szczęście chybiona.
W tym wszystkim myślę pochowany jest tzw. „druk małymi literkami”, którego za cholerę nigdy nie czytamy a więc nie mamy o nim zielonego pojęcia, podpisując cyrograf zwany życiem. Nie chcę tu w żaden sposób nic insynuować, ale ten „interes” końca świata zaczyna nabierać normalnie rumieńców. Jeszcze trochę a będzie to lepszy biznes od militarnego……..
W tym roku nie obawiam się jednak końca świata. Nostradamus wspominał także o papieżu z „oliwkową” czytaj ciemną, skórą. To już jest temat na osobny felieton aczkolwiek ja osobiście akurat bardzo cieszę się na każdą wieść o końcu świata – bo po prostu kocham skecze kabaretowe a właśnie dzięki tego typu pobudzającym informacjom kabareciarze mają dodatkowe bodźce do weny twórczej – tak jak w 2010 roku swój popis dał „kabaret pod wyrwigroszem” a poza tym myślę że cały dowcip polega właśnie na tym, że to jest istny koniec świata, że wielu nabiera się każdy koniec świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz